Jestam bardzo spozniona ze swoimi projektami, ktore probuje nadgonic, ale jakos mi nic z tego nie wychodzi. Przedostania czesc drzewkowego Salu skonczona, pozostala mi jeszcze jedna.
KISS SLOWLY, LAUGH LOUDLY, LOVE DEEPLY, FORGIVE QUICKLY, AND THANK GOD EVERYDAY FOR YOUR MANY BLESSINGS.
Wednesday, November 14, 2012
Tuesday, November 13, 2012
HALLOWEEN 2012
To nie byl najlepszy czas na swietowanie. Najpierw byl sztorm, a potem brak swiatla. Gubernator New Jersej, przelozyl swieto na poniedzialek. Rozumiem, ze dla dzieci jest to zabawa chodzenie od domu do domu i zbieranie cukierkow tylko dla samego ich zbierania, tak jest zreszta w przypadku moich dzieci, jest ogromna frajda, ale w tym roku mozna bylo z tego zrezygnowac. Ale..... zanim nastapilo, to co nastapilo, moje dzieci juz mialy stroje. Mlodsza corka z mila checia zostala sredniowieczna ksiezniczka.
Starsza zas wymyslila sobie, ze zostanie Pipi. To byl strzal w dziesiatke. Wiele ludzi zaczepialo ja i byli zachwyceni, ze jeszcze ktos pamieta o Pipi, inni przygladali sie jej z zaciekawieniem.
Jak dostane swoj aparat z powrotem wstawie zdjecie w caym stroju. Fartuszek uszylam z sukienki, ktora kupilysmy w second hand sklepie i pocielam dwie pary przymalych juz rajstop, ktore przyszylam do spodenek za pomoca gumek, aby wygladaly jak podwiazki. We wlosy wplotlam druty, aby warkoczyki staly tak jak wlasnie stoja. Kupilysmy pomaranczowa farbe do wlosow w spraju, ktora sie slicznie zmyla po jednym razie. Jedynie zabraklo grzywki, ale w sumie efekt koncowy nie byl zly.
Starsza zas wymyslila sobie, ze zostanie Pipi. To byl strzal w dziesiatke. Wiele ludzi zaczepialo ja i byli zachwyceni, ze jeszcze ktos pamieta o Pipi, inni przygladali sie jej z zaciekawieniem.
Jak dostane swoj aparat z powrotem wstawie zdjecie w caym stroju. Fartuszek uszylam z sukienki, ktora kupilysmy w second hand sklepie i pocielam dwie pary przymalych juz rajstop, ktore przyszylam do spodenek za pomoca gumek, aby wygladaly jak podwiazki. We wlosy wplotlam druty, aby warkoczyki staly tak jak wlasnie stoja. Kupilysmy pomaranczowa farbe do wlosow w spraju, ktora sie slicznie zmyla po jednym razie. Jedynie zabraklo grzywki, ale w sumie efekt koncowy nie byl zly.
Thursday, November 8, 2012
SNIEZYCA
Tydzien temu mielismy huragan, z ktorego sie jeszcze nie otrzasnelismy, a juz wczoraj zawitala do nas sniezyca. Tak wyglada swiat z rana z okna.
I znow niektorzy musieli sie ewakuowac albo pozostali pozbawienia pradu i ogrzewania.
Mam nadzieje, ze to sie juz niedlugo skonczy.
Wednesday, November 7, 2012
HURAGAN SANDY
Przezylismy!!!!! Osiem dni bez pradu i ogrzewania, ale przezylismy. Pomimo tego, ze huragan przeszedl przez moja miejscowosc, nasza okolica ocalala. Pare ulic dalej wszystkie domy mialy piwnice zalane do polowy woda. Drzewa powywracane na budynki, zalane samochody. U nas pare drzew wyrwalo z korzeniami, ale wszystkie wyladowaly pomiedzy domami.
Te osiem dni bez pradu, byly rowniez po czesci naszym zbawieniem. Dlaczego? Nie bylo TV ani radia i nie mielismy pojecia jak wyglada okolica i jak wyglada wybrzeze. Nie bylo zdjec i okropnych widokow. To co mi ludzie opowiadali, wystarczy w zupelnosci. Jednym slowem jestesmy szczesciarzami!!!
Teraz znowu zapowiadaja zamiec i ciezkie opady sniegu.
Trzymajcie za nas kciuki i miejcie nas w swoich modlitwach.
Te osiem dni bez pradu, byly rowniez po czesci naszym zbawieniem. Dlaczego? Nie bylo TV ani radia i nie mielismy pojecia jak wyglada okolica i jak wyglada wybrzeze. Nie bylo zdjec i okropnych widokow. To co mi ludzie opowiadali, wystarczy w zupelnosci. Jednym slowem jestesmy szczesciarzami!!!
Teraz znowu zapowiadaja zamiec i ciezkie opady sniegu.
Trzymajcie za nas kciuki i miejcie nas w swoich modlitwach.
Wednesday, October 17, 2012
SZALIKOMANIA
Wpadlam w szal robienia szalikow. Jeszcze przed wakacjami, znajoma pokazala nam szalik, ktory zrobila za wloczki jak koronka. Spodobal mi sie tak bardzom ze postanowilam, ze bede miala taki sam. I nie poprzestalam na jednym.
Wloczka sama w sobie ( w motku) nie jest zbyt ciekawa. Nie wiem czy wogole zwrocilabym na nia uwage.
A teraz moge sie pochwalic moimi szaliczkami:
Do kolekcji brakuje jeszcze dwoch, ktore poszly juz dawno w swiat.
Wloczka sama w sobie ( w motku) nie jest zbyt ciekawa. Nie wiem czy wogole zwrocilabym na nia uwage.
Ale efekt jest super. Zdjecia ponizej, nie sa moja wlasnascia. Znalazlam je w internecie, ale postanowilam je wstawic, gdyz widac na nich wiecej szczegolow niz na moich zdjeciach.
A teraz moge sie pochwalic moimi szaliczkami:
| Dla Kasi |
| Dla Karolinki |
Do kolekcji brakuje jeszcze dwoch, ktore poszly juz dawno w swiat.
Saturday, October 13, 2012
SADNY DZIEN
Jako obywatel kraju, w ktorym zyje, mam pewne obowiazki, z ktorych musze sie wywiazac, czy mi sie to podoba czy tez nie. Tak wiec dostalam wezwanie do stawienia sie w sadzie w ramach odbycia jednodniowej sluzby lawnika. Jest to najnudniejszy i najdluzszy dzien w zyciu kazdego potencjalnego lawnika. Z tego co pamietam z dziecinstwa, moja babcia bedac lawnikiem, bardzo byla dumna ze swojej funkcji i traktowala to bardzo powaznie, w przeciwienstwie do mnie.
Musialam sie stawic w sadzie rejonowym o godzinie 8 rano i niezaleznie czy zostanie sie wybranym czy tez nie, trzeba odsiedziec swoje az do 16:15. Mi sie po czesci udalo i zostalam przydzielona do sedziego, ktrory na wokandzie mial sprawe kryminalna. Przed przystapieniem do przesluchiwania potencjalnych lawnikow, kazdy z nas mial okazje przedstawic sedziemu, dlaczego chcialby byc zwolniony ze swojej czcigodnej roli. Moje tlumaczenie niestety nie podzialalo na sedziego i musialam pozostac na sali. Bylam wsciekla na sedziego i na sama siebie.
Nie macie pojecia jak to sie wszystko wleklo. Wymiekalam. Kazda osoba siedzaca na sali byla przesluchiwana i poddawana ocenie sedziego, prokuratora i adwokatow osob sadzonych, a bylo ich trzech. Dobrze, ze mialam ksiazke i siedzialam w miejscu bardzo "zacisznym". Nie mialo to konca.
W koncu, sedzia stwierdzil, ze jak na jeden dzien to juz mu wystarczy i przelozyl kolejna "nagonke" na nastepny dzien. Mialam dosc i poprosilam sedziego o zwolnienie mnie z tego tak szczytnego obowiazku. Prawie sie z nim poklocilam. Tlumacze gosciowi, ze nie rozumiem wszystkiego co sie dzieje na sali, a on z glupim usmieszkiem niedowiarka pyta sie czy tez aby na pewno czy z nim lece w balona. A ja naprawde nie znam terminologii ani prawnej, ani tez medycznej w swoim wlasnym jezyku, a co dopiero w angielskim. Nigdy mnie to nie interesowalo i jak na razie nie mam takiej potrzeby, aby ja zrozumiec. Moje rozmowy o moim zdrowiu z moim lekarzem, ktory jest Polakiem i mowi po polsku z regoly koncza sie: " A teraz panie doktorze, prosze przetlumaczyc to co pan powiedzial na jezyk polski; jestem zdrowa czy tez nie".Nie jestem pewna czy sedzia w koncu uwierzyl mi czy tez nie, ale najwazniejsze jest to, ze nie musialam wracac na sale sadowa nastepnego dnia. Nastepna nagonka dopiero za minimum trzy lata.
Musialam sie stawic w sadzie rejonowym o godzinie 8 rano i niezaleznie czy zostanie sie wybranym czy tez nie, trzeba odsiedziec swoje az do 16:15. Mi sie po czesci udalo i zostalam przydzielona do sedziego, ktrory na wokandzie mial sprawe kryminalna. Przed przystapieniem do przesluchiwania potencjalnych lawnikow, kazdy z nas mial okazje przedstawic sedziemu, dlaczego chcialby byc zwolniony ze swojej czcigodnej roli. Moje tlumaczenie niestety nie podzialalo na sedziego i musialam pozostac na sali. Bylam wsciekla na sedziego i na sama siebie.
Nie macie pojecia jak to sie wszystko wleklo. Wymiekalam. Kazda osoba siedzaca na sali byla przesluchiwana i poddawana ocenie sedziego, prokuratora i adwokatow osob sadzonych, a bylo ich trzech. Dobrze, ze mialam ksiazke i siedzialam w miejscu bardzo "zacisznym". Nie mialo to konca.
W koncu, sedzia stwierdzil, ze jak na jeden dzien to juz mu wystarczy i przelozyl kolejna "nagonke" na nastepny dzien. Mialam dosc i poprosilam sedziego o zwolnienie mnie z tego tak szczytnego obowiazku. Prawie sie z nim poklocilam. Tlumacze gosciowi, ze nie rozumiem wszystkiego co sie dzieje na sali, a on z glupim usmieszkiem niedowiarka pyta sie czy tez aby na pewno czy z nim lece w balona. A ja naprawde nie znam terminologii ani prawnej, ani tez medycznej w swoim wlasnym jezyku, a co dopiero w angielskim. Nigdy mnie to nie interesowalo i jak na razie nie mam takiej potrzeby, aby ja zrozumiec. Moje rozmowy o moim zdrowiu z moim lekarzem, ktory jest Polakiem i mowi po polsku z regoly koncza sie: " A teraz panie doktorze, prosze przetlumaczyc to co pan powiedzial na jezyk polski; jestem zdrowa czy tez nie".Nie jestem pewna czy sedzia w koncu uwierzyl mi czy tez nie, ale najwazniejsze jest to, ze nie musialam wracac na sale sadowa nastepnego dnia. Nastepna nagonka dopiero za minimum trzy lata.
Sunday, October 7, 2012
SAL - MOJE DRZEWO cz.3
Powinnam o sobie dawac czesciej jakiekolwiek znaki zycia. To wiem, ale jakos dziwnie ten czas szybko leci i ledwo sie obejrze, to miaj kolejny dzien.
Udalo mi sie w koncu rozwiazac problem doboru koloru nitki. Okazalo sie, ze jednak wyszywam 815-tka, z ta tylko roznica, ze istnieja jej dwa odcienie. Na poczatku myslalam, ze popelnilam jakis blad opisujec bobinki, ale nie. Przerylam cale swoje pudeleczko z zapasowymi mulinaki i znalazlam dwie rozne 815-tki. Tearz przynajmniej wiem, ze bede musiala zwracac uwage na odcien. Mam tylko cicha nadzieje, ze wystarczy mi moich zasobow na caly obrazek.
A moj SAL? Udalo mi sie nadrobic zaleglosci i skonczylam na czas. Zdjecie, jak zwykle niewydarzone, zrobione w biegu i bez odpowiedniego swiatla. Zaczyna mnie to zloscic, boogladajac zdjecia innych, to wstyd mi swoje pokazywac. A moze jak w koncu pokoncze swoje tzw szkoly, zapisze sie na kurs fotografii? Na poczatku mial byc hiszpanski, ale to moze jeszcze poczekac. ;-)
Musze sie wam rowniez pochwalic, ze opocz xxx-kow udalo mi sie zrobic pare szalikow na drutach. Dwa juz poszly w swiat i zupelnie zapomnialam o zdjeciach, ale reszte pokaze, jak tylko je powykanczam.
Udalo mi sie w koncu rozwiazac problem doboru koloru nitki. Okazalo sie, ze jednak wyszywam 815-tka, z ta tylko roznica, ze istnieja jej dwa odcienie. Na poczatku myslalam, ze popelnilam jakis blad opisujec bobinki, ale nie. Przerylam cale swoje pudeleczko z zapasowymi mulinaki i znalazlam dwie rozne 815-tki. Tearz przynajmniej wiem, ze bede musiala zwracac uwage na odcien. Mam tylko cicha nadzieje, ze wystarczy mi moich zasobow na caly obrazek.
A moj SAL? Udalo mi sie nadrobic zaleglosci i skonczylam na czas. Zdjecie, jak zwykle niewydarzone, zrobione w biegu i bez odpowiedniego swiatla. Zaczyna mnie to zloscic, boogladajac zdjecia innych, to wstyd mi swoje pokazywac. A moze jak w koncu pokoncze swoje tzw szkoly, zapisze sie na kurs fotografii? Na poczatku mial byc hiszpanski, ale to moze jeszcze poczekac. ;-)
Musze sie wam rowniez pochwalic, ze opocz xxx-kow udalo mi sie zrobic pare szalikow na drutach. Dwa juz poszly w swiat i zupelnie zapomnialam o zdjeciach, ale reszte pokaze, jak tylko je powykanczam.
Thursday, September 20, 2012
SAL - MOJE DRZEWO cz.2
Chyba sie troche przeliczylam z czasem. Nie nadarzam z wieloma rzeczami i tak tez jest z moim salem. Termin minal a ja dopiero dzisiaj skonczylam druga czesc. A zeby nie bylo za "kolorowo" to odcien nitki 816, ktory do tej pory uzywalam jest zupelnie inny. Nic na to juz nie poradze.Tak juz zostanie.
Monday, September 17, 2012
WAKACYJNY WEEKEND
To byl cudowny weekend!
Wybralismy sie na niewielki odpoczynek nad Lake George. Jezioro jest polozone 4 godziny od naszego domu na polnocny-wschod w stanie Nowy Jork. Miejsce jest przepiekne. Wokol jeziora z cala masa malych wysepek, rozciagaja sie gory pokryte lasami. Przy takiej roslinnosci i na tej szerokosci geograficznej, mielismy nadzieje, ze zobaczymy chociaz odrobine jesiennych kolorow. Nie udalo mi sie. Tym razem pogoda dopisala. Bylo cieplo i przyjemnie. Przyroda nie przygotowala sie jeszcze do malowania.
Wynajelismy pokoj w hotelu nad samym jeziorem. Nawet nazwa zachecala do odpoczynku; "Tea Island". Nazwa pochodzi od niewielkiej wysepki, polozonej bardzo blisko hotelu. A taki widok mielismy z pokoju hotelowego.
Lake George to praktycznie miejsce na letni odpoczynek i o tej porze roku turystow coraz mniej, ale atracji jak na ten krotki czas mielismy kilka i to calkiem niezlych.
Byl pokaz lodek
I starych samochodow
Do tego bylo zwiedzanie miasta. Uwielbiam wloczyc sie uliczkami i wypatrywac jakies budynki, ktore maja to tzw. "cos" Uwielbiam ogladac koscioly, a tych bylo tutaj calkiem sporo.
Poplynelismy parostatkiem po jeziorze
Z ktorego to moglismy podziwiac cudowne widoki na wybrzeze. Pokaze tylko pare zdjec z calej naszej wakacyjnej wycieczki.
Szybko tez ze sluzby zrezygnowaly, bo stwierdzily, ze tak ciezkiej broni to one nie beda dzwigaly. Tak wiec zostalo nam zwiedzanie i zabawa.
A wracajac do jesiennych kolorow i ich znakow... No coz jak wczesniej wspomnialam, nie bylo ich wiele; jeden ozdobiony dom i dynie w sklepie warzywnym.
Monday, September 3, 2012
COS SIE KONCZY, COS SIE ZACZYNA
Dzieki uprzejmosci kierowniczki przedszkola, moje "malenstwo" moze jeszcze spedzic jeden dzien w przedszkolu. To na prawde bedzie ostatni dzien. W srode Karolina rozpoczyna zerowke. Troche mnie przeraza. Oj bede z nia miala bardzo duzo pracy. Ale zanim to nastapi, beda pozegnania i lzy.
Na pozegnanie przygotowalam pare drobnostek i w przeciwienstwie do ostatnich podziekowan (mojej starszej corki), teraz kazda pani wybierze sobie sama drobnostke, ktora jej sie spodoba. Zauwazylam poprzednio, ze nie bardzo przypadly do gustu moje prezenty. Nie bylo widac jakiegos entuzjazmu, takiego czegos, co dawcy sprawiloby radosc. A wyszywalam kazdej z pan obrazek z serduszkiem; chociazby takie jak te tutaj.
Tym razem bedzie to bizuteria.
Wpadlam w manie robienia broszek z materialu. Naprodukowalam ich 21. Oprocz bordowej i niebieskiej, ktorej zapomnialam zrobic zdjecia, reszta jest zrobiona z dwoch rodzajow materialow.
A tak wygladaja wszystkie w calej swej okazalosci.
W miedzyczasie nauczylam sie wyplatac kulki, ktore zawladnely moim sercem i nie moglam przestac o nich myslec dopoki sama nie sprobowalam. I nie powiem, ze mi sie nie podobaly. Piewsza pare pokazalam jeszcze w poscie z przed wyjazdu do Polski.
W jednym z koralikowych gazet znalazlam trojkaciki, ktore troche zmodyfikowalam i mam kolejne kolczyki.
Tak mi sie spodobalo plecenie koralikow, ze musialam wyprobowac i takie cudenka, ktore znalazlam tutaj. Na razie moje zasoby drobnych koralikow nie sa zbyt duze, wiec ucze sie na tym co mam. Ta najmniesza torebka jest zrobiona z koralikow #10, wieksze z #6 i #2
A tak przy okazji udalo mi sie uplesc trzy brazoletki dla naszej trojki
Kilka tygodni temu, znalazlam na yoube bardzo ciekawy filmik jak wykonac Easy Montee Earings. Na ebay kupilam montee beads i sprobowalam. Naprawde sa latwe do wykonania i wygladaja wspaniale.
Tepierwsze pozostana ze mna pomimo, ze sa, jak dla mnie, troche za dlugie.
Kolejne zmniejszylam o jedno ogniwo i sa idealne. Te pojda w swiat.
A tak wygladaja wszystkie razem
I zeby nie skonczylo sie tylko na drobnych koralikach, zrobilam jeszcze pare innych kolczykow.
Te juz znacie z poprzedniego postu.
Do tego mam jeszcze pare zawieszek do komorki, ktore kupilam jakis juz czas temu.
Za namowa kolezanki z pracy, wykonalam swoja mini wizytowke. Wydrukowalam ja na przezroczystym papierze samoprzylepnym, ktory fajnie sie przykleja i do tego niezle sie trzyma zarowno na plastyku jak i materiale.
Oczywiscie zrobilam sama karteczki z podziekawaniami i przygotowalam male torebeczki, ale juz zdjec nie zrobilam.
Mam nadzieje, ze tym razem bardziej wpadne w gusty odbiorczyn. Jutro zdam relacje z rozdania podarunkow.
Milego dnia i do uslyszenia.
Na pozegnanie przygotowalam pare drobnostek i w przeciwienstwie do ostatnich podziekowan (mojej starszej corki), teraz kazda pani wybierze sobie sama drobnostke, ktora jej sie spodoba. Zauwazylam poprzednio, ze nie bardzo przypadly do gustu moje prezenty. Nie bylo widac jakiegos entuzjazmu, takiego czegos, co dawcy sprawiloby radosc. A wyszywalam kazdej z pan obrazek z serduszkiem; chociazby takie jak te tutaj.
Tym razem bedzie to bizuteria.
Wpadlam w manie robienia broszek z materialu. Naprodukowalam ich 21. Oprocz bordowej i niebieskiej, ktorej zapomnialam zrobic zdjecia, reszta jest zrobiona z dwoch rodzajow materialow.
A tak wygladaja wszystkie w calej swej okazalosci.
W miedzyczasie nauczylam sie wyplatac kulki, ktore zawladnely moim sercem i nie moglam przestac o nich myslec dopoki sama nie sprobowalam. I nie powiem, ze mi sie nie podobaly. Piewsza pare pokazalam jeszcze w poscie z przed wyjazdu do Polski.
W jednym z koralikowych gazet znalazlam trojkaciki, ktore troche zmodyfikowalam i mam kolejne kolczyki.
Tak mi sie spodobalo plecenie koralikow, ze musialam wyprobowac i takie cudenka, ktore znalazlam tutaj. Na razie moje zasoby drobnych koralikow nie sa zbyt duze, wiec ucze sie na tym co mam. Ta najmniesza torebka jest zrobiona z koralikow #10, wieksze z #6 i #2
A tak przy okazji udalo mi sie uplesc trzy brazoletki dla naszej trojki
Kilka tygodni temu, znalazlam na yoube bardzo ciekawy filmik jak wykonac Easy Montee Earings. Na ebay kupilam montee beads i sprobowalam. Naprawde sa latwe do wykonania i wygladaja wspaniale.
Tepierwsze pozostana ze mna pomimo, ze sa, jak dla mnie, troche za dlugie.
Kolejne zmniejszylam o jedno ogniwo i sa idealne. Te pojda w swiat.
A tak wygladaja wszystkie razem
I zeby nie skonczylo sie tylko na drobnych koralikach, zrobilam jeszcze pare innych kolczykow.
Te juz znacie z poprzedniego postu.
Za namowa kolezanki z pracy, wykonalam swoja mini wizytowke. Wydrukowalam ja na przezroczystym papierze samoprzylepnym, ktory fajnie sie przykleja i do tego niezle sie trzyma zarowno na plastyku jak i materiale.
Oczywiscie zrobilam sama karteczki z podziekawaniami i przygotowalam male torebeczki, ale juz zdjec nie zrobilam.
Mam nadzieje, ze tym razem bardziej wpadne w gusty odbiorczyn. Jutro zdam relacje z rozdania podarunkow.
Milego dnia i do uslyszenia.
Subscribe to:
Posts (Atom)







