Wednesday, December 5, 2012

SAL - MOJE DRZEWO cz.5

 W koncu mi sie udalo. Skonczylam francuski SAL, troche mi to wykonczenie przeciagnelo sie, ale juz teraz nie ma znaczenia. Jest. Jak zwykle zdjecia do d....., ale mozna odroznic co na nich jest.


Tuesday, December 4, 2012

BOMBKI

Witajcie,
Mam pare zdjec, ktorymi powinnam sie pochwalic, ale niestety innym razem. Robie pare rzeczy na raz i nie mam zbyt duzo czasu na chwalenie sie. A jesli juz znajde go troche, to ogarnia mnie straszne lenistwo i nie robie nic, albo szukam jakiegos wytlumaczenia, aby nic nie robic (a to aparat jest na innym poziomie, albo gdzies sie zapodzialy przewody).
Dzisiaj jednak moge wam pokazac co robie w tzw. wolnej chwili.Ubieram bombki w sweterki. :-)

A wlasciwie pokaze wam jedna bombke, bo wlasnie zmienila wlasciciela. Kolezanka z mojego kolka robotkowego wlasnie dzisiaj wyjezdza na caly miesic do Indii. I jako jedyna z calej grupy miala okazje wybrac sobie bombeczke (reszta bedzie musiala zadowolic sie losowaniem). Jak na razie mam siedem i kazda jest inna. Brakuje mi jeszcze minimum trzy, aby byc pewna, ze mi ich nie zabraknie.

Tuesday, November 27, 2012

CZAPKI

Kolejne czapki robione w czasie lunchu. Mam nadzieje, ze beda komus sluzyly.





Zdjecia byly robione komorka i na dodatek w moim bezokiennym pokoju. :-) Kolorki sa bardziej zywe w rzeczywistosci. Oj kiepski ze mnie fotograf.

Wednesday, November 14, 2012

WLOCZKOMANIA

Jakis czas temu zrobilam czapki, ale zabraklo mi zapalu do ich wykonczenia. Zawsze znalazlo sie jakies wytlumaczenie; a to nie moglam znalezc zielonej wloczki czy to, ze musialam zejsc na dol po igle do przyszycia kwiatkow. Wkoncu sie zawzielam i wykonczylam. Jedna trafila do Emilki, coreczki mojej kolezanki, a druga wyladowala na glowie Karoliny.



Oprocz tego, dziergalam kwadraciki z bawelny do nakrycia/ kocyka/ czy jak go tam zwal, dla znajomej, ktora wyszla ze szpitala po zawale. Poniewaz, to byl moj pomysl, ja musze pozszywac wszystkie elementy i ladnie wykonczyc. Nie bardzo mi to na reke, bo swieta za pasem, a ja jeszcze w polu z prezentami robotkowymi. Ale trudno, bede probowac.
Nie wszystkie kwadraty sa mojego autorstwa, ale spora ich czesc.

SAL - MOJE DRZEWO cz.4

Jestam bardzo spozniona ze swoimi projektami, ktore probuje nadgonic, ale jakos mi nic z tego nie wychodzi. Przedostania czesc drzewkowego Salu skonczona, pozostala mi jeszcze jedna.

Tuesday, November 13, 2012

HALLOWEEN 2012

To nie byl najlepszy czas na swietowanie. Najpierw byl sztorm, a potem brak swiatla. Gubernator New Jersej, przelozyl swieto na poniedzialek. Rozumiem, ze dla dzieci jest to zabawa chodzenie od domu do domu i zbieranie cukierkow tylko dla samego ich zbierania, tak jest zreszta w przypadku moich dzieci, jest ogromna frajda, ale w tym roku mozna bylo z tego zrezygnowac. Ale..... zanim nastapilo, to co nastapilo, moje dzieci juz mialy stroje. Mlodsza corka z mila checia zostala sredniowieczna ksiezniczka.
Starsza zas wymyslila sobie, ze zostanie Pipi. To byl strzal w dziesiatke. Wiele ludzi zaczepialo ja i byli zachwyceni, ze jeszcze ktos pamieta o Pipi, inni przygladali sie jej z zaciekawieniem.

Jak dostane swoj aparat z powrotem wstawie zdjecie w caym stroju. Fartuszek uszylam z sukienki, ktora  kupilysmy w second hand sklepie i pocielam dwie pary przymalych juz rajstop, ktore przyszylam do spodenek za pomoca gumek, aby wygladaly jak podwiazki. We wlosy wplotlam druty, aby warkoczyki staly tak jak wlasnie stoja. Kupilysmy pomaranczowa farbe do wlosow w spraju, ktora sie slicznie zmyla po jednym razie. Jedynie zabraklo grzywki, ale w sumie efekt koncowy nie byl zly.

Thursday, November 8, 2012

SNIEZYCA

Tydzien temu mielismy huragan, z ktorego sie jeszcze nie otrzasnelismy, a juz wczoraj zawitala do nas sniezyca. Tak wyglada swiat z rana z okna.

I znow niektorzy musieli sie ewakuowac albo pozostali pozbawienia pradu i ogrzewania.
Mam nadzieje, ze to sie juz niedlugo skonczy.

Wednesday, November 7, 2012

HURAGAN SANDY

Przezylismy!!!!! Osiem dni bez pradu i ogrzewania, ale przezylismy. Pomimo tego, ze huragan przeszedl przez moja miejscowosc, nasza okolica ocalala. Pare ulic dalej wszystkie domy mialy piwnice zalane do polowy woda. Drzewa powywracane na budynki, zalane samochody. U nas pare drzew wyrwalo z korzeniami, ale wszystkie wyladowaly pomiedzy domami.
Te osiem dni bez pradu, byly rowniez po czesci naszym zbawieniem. Dlaczego? Nie bylo TV ani radia i nie mielismy pojecia jak wyglada okolica i jak wyglada wybrzeze. Nie bylo zdjec i okropnych widokow. To co mi ludzie opowiadali, wystarczy w zupelnosci. Jednym slowem jestesmy szczesciarzami!!!
Teraz znowu zapowiadaja zamiec i ciezkie opady sniegu.
Trzymajcie za nas kciuki i miejcie nas w swoich modlitwach.

Wednesday, October 17, 2012

SZALIKOMANIA

Wpadlam w szal robienia szalikow. Jeszcze przed wakacjami, znajoma pokazala nam szalik, ktory zrobila za wloczki jak koronka. Spodobal mi sie tak bardzom ze postanowilam, ze bede miala taki sam. I nie poprzestalam na jednym.
Wloczka sama w sobie ( w motku) nie jest zbyt ciekawa. Nie wiem czy wogole zwrocilabym na nia uwage.
Ale efekt jest super. Zdjecia ponizej, nie sa moja wlasnascia. Znalazlam je w internecie, ale postanowilam je wstawic, gdyz widac na nich wiecej szczegolow niz na moich zdjeciach.

A teraz moge sie pochwalic moimi szaliczkami:

Dla Kasi


Dla Karolinki

 Do kolekcji brakuje jeszcze dwoch, ktore poszly juz dawno w swiat.


Saturday, October 13, 2012

SADNY DZIEN

Jako obywatel kraju, w ktorym zyje, mam pewne obowiazki, z ktorych musze sie wywiazac, czy mi sie to podoba czy tez nie. Tak wiec dostalam wezwanie do stawienia sie w sadzie w ramach odbycia jednodniowej sluzby lawnika. Jest to najnudniejszy i najdluzszy dzien w zyciu kazdego potencjalnego lawnika. Z tego co pamietam z dziecinstwa, moja babcia bedac lawnikiem, bardzo byla dumna ze swojej funkcji i traktowala to bardzo powaznie, w przeciwienstwie do mnie.
Musialam sie stawic w sadzie rejonowym o godzinie 8 rano i niezaleznie czy zostanie sie wybranym czy tez nie, trzeba odsiedziec swoje az do 16:15. Mi sie po czesci udalo i zostalam przydzielona do sedziego, ktrory na wokandzie mial sprawe kryminalna. Przed przystapieniem do przesluchiwania potencjalnych lawnikow, kazdy z nas mial okazje przedstawic sedziemu, dlaczego chcialby byc zwolniony ze swojej czcigodnej roli. Moje tlumaczenie niestety nie podzialalo na sedziego i musialam pozostac na sali. Bylam wsciekla na sedziego i na sama siebie.
Nie macie pojecia jak to sie wszystko wleklo. Wymiekalam. Kazda osoba siedzaca na sali byla przesluchiwana i poddawana ocenie sedziego, prokuratora i adwokatow osob sadzonych, a bylo ich trzech. Dobrze, ze mialam ksiazke i siedzialam w miejscu bardzo "zacisznym". Nie mialo to konca.
W koncu, sedzia stwierdzil, ze jak na jeden dzien to juz mu wystarczy i przelozyl kolejna "nagonke" na nastepny dzien. Mialam dosc i poprosilam sedziego o zwolnienie mnie z tego tak szczytnego obowiazku. Prawie sie z nim poklocilam. Tlumacze gosciowi, ze nie rozumiem wszystkiego co sie dzieje na sali, a on z glupim usmieszkiem niedowiarka pyta sie czy tez aby na pewno czy z nim lece w balona. A ja naprawde nie znam terminologii ani prawnej, ani tez medycznej w swoim wlasnym jezyku, a co dopiero w angielskim. Nigdy mnie to nie interesowalo i jak na razie nie mam takiej potrzeby, aby ja zrozumiec. Moje rozmowy o moim zdrowiu z moim lekarzem, ktory jest Polakiem i mowi po polsku z regoly koncza sie: " A teraz panie doktorze, prosze przetlumaczyc to co pan powiedzial na jezyk polski; jestem zdrowa czy tez nie".Nie jestem pewna czy sedzia w koncu uwierzyl mi czy tez nie, ale najwazniejsze jest to, ze nie musialam wracac na sale sadowa nastepnego dnia. Nastepna nagonka dopiero za minimum trzy lata.

Sunday, October 7, 2012

SAL - MOJE DRZEWO cz.3

Powinnam o sobie dawac czesciej jakiekolwiek znaki zycia. To wiem, ale jakos dziwnie ten czas szybko leci i ledwo sie obejrze, to miaj kolejny dzien.
Udalo mi sie w koncu rozwiazac problem doboru koloru nitki. Okazalo sie, ze jednak wyszywam 815-tka, z ta tylko roznica, ze istnieja jej dwa odcienie. Na poczatku myslalam, ze popelnilam jakis blad opisujec bobinki, ale nie. Przerylam cale swoje pudeleczko z zapasowymi mulinaki i znalazlam dwie rozne 815-tki. Tearz przynajmniej wiem, ze bede musiala zwracac uwage na odcien. Mam tylko cicha nadzieje, ze wystarczy mi moich zasobow na caly obrazek.
A moj SAL? Udalo mi sie nadrobic zaleglosci i skonczylam na czas. Zdjecie, jak zwykle niewydarzone, zrobione w biegu i bez odpowiedniego swiatla. Zaczyna mnie to zloscic, boogladajac zdjecia innych, to wstyd mi swoje pokazywac. A moze jak w koncu pokoncze swoje tzw szkoly, zapisze sie na kurs fotografii?  Na poczatku mial byc hiszpanski, ale to moze jeszcze poczekac. ;-)
Musze sie wam rowniez pochwalic, ze opocz xxx-kow udalo mi sie zrobic pare szalikow na drutach. Dwa juz poszly w swiat i zupelnie zapomnialam o zdjeciach, ale reszte pokaze, jak tylko je powykanczam.

Thursday, September 20, 2012

SAL - MOJE DRZEWO cz.2

Chyba sie troche przeliczylam z czasem. Nie nadarzam z wieloma rzeczami i tak tez jest z moim salem. Termin minal a ja dopiero dzisiaj skonczylam druga czesc. A zeby nie bylo za "kolorowo" to odcien nitki 816, ktory do tej pory uzywalam jest zupelnie inny. Nic na to juz nie poradze.Tak juz zostanie.

Monday, September 17, 2012

WAKACYJNY WEEKEND



To byl cudowny weekend!
Wybralismy sie na niewielki odpoczynek nad Lake George. Jezioro jest polozone 4 godziny od naszego domu na polnocny-wschod w stanie Nowy Jork. Miejsce jest przepiekne. Wokol jeziora z cala masa malych wysepek, rozciagaja sie gory pokryte lasami. Przy takiej roslinnosci i na tej szerokosci geograficznej, mielismy nadzieje, ze zobaczymy chociaz odrobine jesiennych kolorow. Nie udalo mi sie. Tym razem pogoda dopisala. Bylo cieplo i przyjemnie. Przyroda nie przygotowala sie jeszcze do malowania.

Wynajelismy pokoj w hotelu nad samym jeziorem. Nawet nazwa zachecala do odpoczynku; "Tea Island". Nazwa pochodzi od niewielkiej wysepki, polozonej bardzo blisko hotelu. A taki widok mielismy z pokoju hotelowego.

Lake George to praktycznie miejsce na letni odpoczynek i o tej porze roku turystow coraz mniej, ale atracji jak na ten krotki czas mielismy kilka i to calkiem niezlych.
Byl pokaz lodek 


I starych samochodow



Do tego bylo zwiedzanie miasta. Uwielbiam wloczyc sie uliczkami i wypatrywac jakies budynki, ktore maja to tzw. "cos" Uwielbiam ogladac koscioly, a tych bylo tutaj calkiem sporo.


Poplynelismy parostatkiem po jeziorze


Z ktorego to moglismy podziwiac cudowne widoki na wybrzeze. Pokaze tylko pare zdjec z calej naszej wakacyjnej wycieczki.









A na koniec moje coreczki zaciagnely sie do wojska w Forcie Williama Henrego z 1755 roku.
Szybko tez ze sluzby zrezygnowaly, bo stwierdzily, ze tak ciezkiej broni to one nie beda dzwigaly. Tak wiec zostalo nam zwiedzanie i zabawa.

A wracajac do jesiennych kolorow i ich znakow... No coz jak wczesniej wspomnialam, nie bylo ich wiele; jeden ozdobiony dom i dynie w sklepie warzywnym.